Jak mniej płacić za usługi bankowe?

Prowadzenie rachunku, jak każda usługa, może być tanie lub drogie. Drogo płacimy za obsługę bankową wtedy, gdy za usługi gdzie indziej dostępne za darmo lub dużo taniej po prostu przepłacamy. Niestety, część wydatków związanych z obsługą konta czy kart kredytowych generujemy na własne życzenie. Na co zwrócić uwagę, by za konto i związane z nim produkty nie płacić jak za zboże?

Po pierwsze, trzeba dopasować konto do swoich potrzeb. Jeśli zależy nam na dostępie do gotówki, i wiemy że będziemy często korzystać z bankomatów – warto rozejrzeć się za ofertą banku, który ma jak największą sieć własnych (i „zaprzyjaźnionych”) bankomatów, za korzystanie z których nie płacimy ani grosza. Jeśli natomiast miesięcznie wykonujemy kilkanaście przelewów – wybierzmy bank, który nie pobiera prowizji za krajowe przelewy internetowe.

Po drugie, warto się przekonać do bankowości internetowej. Nawet korzystanie ze standardowego konta, ale przez Internet obniża koszty przelewów. Pozwala też na bieżąco kontrolować stan konta, w tym to – ile kosztują poszczególne operacje bankowe. Zdecydowanie tańszą opcją jest jednak konto czysto internetowe (mają je w ofercie praktycznie wszystkie liczące się banki). Jeśli Internet jest podstawowym, głównym lub jedynym kanałem korzystania przez nas z usług bankowych – warto zdecydować się właśnie na taki produkt.

Po trzecie, warto przeanalizować ofertę konkurencji. Co prawda Polacy niechętnie zmieniają banki – i trzeba przyznać, że mają ku temu powody (wiąże się to ze sporą liczbą formalności), ale jeśli nasz bank jest drogi, nie warto się zastanawiać i przedłużać tego nieopłacalnego związku. W skrajnych przypadkach na obsłudze bankowej można bowiem zaoszczędzić kilkaset złotych rocznie!

Po czwarte, można poszukać szczodrych banków. Są takie, które za aktywne korzystanie z konta dopłacają klientom – nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Oczywiście, żaden bank nie jest instytucją charytatywną. Klient korzysta z różnych produktów, bank zarabia – i oddaje klientowi część swojego zysku. Ale to i tak lepiej, niż miałby zachować go w całości dla siebie, jak postępuje zdecydowana większość banków! Bankowe premie – np. zwrot 1 proc. za zakupy kartą płatniczą – może z powodzeniem pokryć pozostałe koszta obsługi konta.

Po piąte, warto płacić w sklepie kartę płatniczą. Standardem jest bowiem kilkuzłotowa, comiesięczna opłata za jej używanie. Zdecydowana większość banków zwalnia z niej klientów, którzy aktywnie z karty korzystają. Im więcej transakcji, tym większa pewność że bank opłaty nie pobierze. Dlatego też nie warto trzymać w portfelu kart, których nie używamy.

Po szóste, nie warto być sknerą. Jeśli jesteśmy wyjątkowo aktywnym użytkownikiem konta – dużo przelewów, dużo wypłat z bankomatów, nie tylko w kraju ale też za granicą – warto rozważyć zamianę konta z bezpłatnego na takie, które za które co miesiąc będziemy płacić abonament. Być może (to jest indywidualna kwestia do osobistego policzenia), paradoksalnie na takiej zamianie zaoszczędzimy, bo już za nic nie będziemy musieli płacić.

Po siódme, warto przelewać pieniądze na konto oszczędnościowe. Wiadomo, że poza nielicznymi wyjątkami, ROR-y są nieoprocentowane. Ale jeśli mamy wolne środki, które przez kilkanaście dni „leżą” na koncie, warto przelewać je na konto oszczędnościowe. Oczywiście takie z dzienną kapitalizacją, lub przynajmniej takie na którym pieniądze nie muszą być zaksięgowane przez cały miesiąc, by wypracować odsetki. Złotówka to też pieniądz, a kto się po nią nie schyla, ten nie zbierze miliona (albo przynajmniej – stu złotych).

Po ósme, trzeba być gospodarnym. I zawsze, co miesiąc spłacać w całości zadłużenie na karcie kredytowej. Tylko wtedy używanie karty ma ekonomiczny sens – bo korzystamy z okresu bezodsetkowego. Karty kredytowe to produkt wyjątkowo wysoko oprocentowany – i jeśli już wpadliśmy w pułapkę, warto rozważyć zaciągnięcie kredytu (np. debetu w koncie) na spłatę „plastiku”, i zamknięcie rachunku karty kredytowej. Bo to produkt dla zdyscyplinowanych.

Po dziewiąte, nie można być rozrzutnym. O ile niespłacenie karty kredytowej w całości może być uznane za brak gospodarności, o tyle wypłacanie gotówki z bankomatu przy pomocy karty kredytowej to dowód za szaloną rozrzutność. Bo wypłata gotówki nie podlega okresowi bezodsetkowemu – dług narasta od dnia wypłaty, a oprocentowanie takich „pożyczek” jest często prawie dwa razy wyższe niż w przypadku operacji bezgotówkowych. To po prostu proszenie się o finansowe tarapaty.

Po dziesiąte, nie warto zapożyczać się bez potrzeby. Kredyt hipoteczny czy remontowy zaciągamy wtedy, gdy musimy. Czasem okoliczności zmuszają też do zaciągnięcia kredytów gotówkowych – ale z nimi powinniśmy postępować bardzo ostrożnie. Zwykle są wysokooprocentowane (niejednokrotnie, po zsumowaniu wszystkich opłat, około 20 proc. w skali roku). Nie bez powodu kredyty gotówkowe należą do najgorzej spłacanych kredytów przez Polaków. Łatwiej podjąć decyzję o pożyczce, niż przez dwa, trzy lub więcej lat wydawać kilkaset złotych na spłatę kredytu, który został wydany na wakacje czy wymianę mebli w domu. Korzystniejszym wariantem jest zaciągnięcie debetu w koncie – jego oprocentowanie w niektórych przypadkach może być o połowę tańsze od kredytu gotówkowego. A każda wpłata na konto będzie pomniejszać zadłużenie – czyli odsetki będą jeszcze niższe.

Dodaj opinie jako pierwszy!

      Dodaj swoją opinie

      Porównaj wybrane konta
      • Total (0)
      Porównaj Teraz
      0